I hiked the Grand Canyon!

Grand Canyon – wędrówka w głąb: część 1 – zejście do rzeki Kolorado trasą North Kaibab Trail

Wędrówka w głąb i przez Wielki Kanion była moim marzeniem. Jestem zapaloną wędrowniczką, więc trasa ta bardzo mnie ciekawiła, chciałam ją poznać i przemierzyć ten monumentalny cud natury. Po tym jak w 2016 roku po raz pierwszy odwiedziłam Grand Canyon (link do wpisu) i zobaczyłam na własne oczy ogrom i piękno tego miejsca, jeszcze mocniej zapragnęłam zejść na dno kanionu do rzeki Kolorado i zobaczyć kanion z tej perspektywy.

Wielki Kanion - Grand Canyon, widok z północnej strony

Przygotowania

Kiedy więc było już jasne, że w 2019 ponownie odwiedzimy północnoamerykański kontynent, wędrówka przez Grand Canyon została wpisana na naszą listę „to do”.
Ale szlak ten nie należy do tras, które robi się ot tak, od ręki.
Przygotowania do tej wędrówki rozpoczęliśmy kilka miesięcy przed naszym wypłynięciem do Stanów. Wymagała tego organizacja noclegów, ponieważ Park Narodowy Grand Canyon jest jednym z najpopularniejszych parków USA i o noclegi trzeba się zatroszczyć dużo wcześniej. Musieliśmy więc przede wszystkim wybrać datę wędrówki i pod nią planować wszystkie inne miejsca, które chcieliśmy odwiedzić – a więc Yukon, Alaskę, Trinity Test Site, parki narodowe itp. Poza tym musieliśmy uwzględnić porę roku, w której podróżowaliśmy. To była jesień, więc musieliśmy zdążyć przed końcem sezonu. Zdecydowaliśmy się na początek października. Co miało zresztą swoje dobre strony, było wprawdzie gorąco, ale nie tak jak latem, kiedy temperatury dochodzą do 40 stopni. Kolejną decyzją był wybór strony, po której chcieliśmy zejść do dna kanionu i po której wrócić.

Wczesnym rankiem na szlaku North Kaibab Trail, zejście na dno Wielkiego Kanionu

Widok na Wielki Kanion rankiem, North Kaibab Trail, Grand Canyon

Wybór trasy

Rzeka Kolorado dzieli ten fantastyczny teren na dwie części: Północną Krawędź – North Rim i Południową Krawędź – South Rim.
Po rozeznaniu sytuacji postanowiliśmy, że zejdziemy po północnej stronie szlakiem North Kaibab Trail. Na North Rim znajduje się kemping, na którym chcieliśmy zanocować dzień wcześniej, aby kolejnego dnia raniuteńko wejść na szlak północny.
Wędrówkę planowaliśmy na jeden dzień, co jest bardzo wymagającym przedsięwzięciem. Plan więc był taki, że nocujemy na kempingu po północnej stronie, zostawiamy tam namiot i auto, i schodzimy szlakiem północnym. Droga powrotna od przełomu rzeki Kolorado w górę miała przebiegać południową stroną po szlaku Bright Angel Trail. Nocleg po wędrówce zaplanowaliśmy po stronie południowej w jednym z tamtejszych hotelików w Grand Canyon Village, który musieliśmy odpowiednio wcześnie zarezerwować.
Jako ostatni punkt do zorganizowania był powrót ze strony południowej South Rim na stronę północną North Rim, gdzie przecież według planu stać miało nasze auto i namiot. A to odległość 300 kilometrów!
Ale i z tym nie było problemu, gdyż między South Rim a North Rim kursuje bus, który przewozi turystów. Z Grand Canyon Village odjeżdża on rano, a po południu jest na North Rim. Trzeba tylko kilka miesięcy wcześniej dokonać rezerwacji miejsca i opłacić przejazd.

Jak widzicie, fraza kluczowa naszych przygotowań to: „odpowiednio wczesna rezerwacja” ;). Ale na przykład jeśli chodzi o miejsce na kempingu, to rezerwować można było dopiero po przerwie zimowej i o ile dobrze pamiętam, tylko na 6 miesięcy do przodu. We wszystkich możliwych kalendarzach – elektronicznych, książkowych i ściennych, mieliśmy zapisaną pierwszą możliwą datę, w której możliwa była rezerwacja noclegu. Obawialiśmy się, że z powodu braku miejsc, zostaniemy na lodzie. Na szczęście wszystko się udało.

Teoretycznie więc wszystko zapięliśmy na ostatni guzik długo przed przybyciem do USA. Teoretycznie też znaliśmy oba szlaki – naczytaliśmy się o nich, naoglądaliśmy filmów na youtube, posłuchaliśmy doświadczeń innych piechurów… Poza tym, jeśli chodzi o praktykę, to my wędrujemy, ile się da. Tuż przed podróżą wędrowaliśmy na przykład po górach Harzu, kondycję więc trzymaliśmy.

Przewyższenie i długość trasy

Wracając do Wielkiego Kanionu: do pokonania mieliśmy ok. 50 kilometrów, przy przewyższeniu przy zejściu 1700 metrów, a potem przy wejściu 1300 metrów. Startować mieliśmy z wysokości 2535 metrów n.p.m., dojść do rzeka Kolorado, która znajduje się na wysokości 730 metrów n.p.m., i stamtąd wejść po południowej stronie na wysokość 2081 metrów n.p.m. Taki był nasz plan. Teraz tylko trzeba było przekuć tę teorię w czyn ;)

Wędrówka

No i nadszedł ten długo wyczekiwany dzień, w którym dotarliśmy do North Rim w Arizonie i rozbiliśmy namiot na kempingu. Było jeszcze stosunkowo wcześnie, więc ruszyliśmy na zwiady, żeby zobaczyć, jak wygląda początek szlaku. Wiedzieliśmy, że następnego dnia będziemy wyruszać w ciemnościach, więc tym bardziej chcieliśmy zobaczyć chociaż początek trasy za dnia. Po czym wróciliśmy na kemping i zaczęliśmy pakować nasze plecaki. Musieliśmy wziąć dużo wody na wypadek, gdyby w określonych punktach na szlaku jej nie było, co się czasami zdarza. Poza tym chodziło o temperatury. Między dnem kanionu a krawędziami jest bardzo duża różnica temperatur. Nad rzeką Kolorado nawet jesienią jest bardzo gorąco, ponad 30 stopni, podczas gdy wysoko w górze może być zimno. Zapakowaliśmy więc odpowiednie ubrania, sprzęt, jedzenie, wodę i poszliśmy spać. Budzik nastawiliśmy na 3:15, gdyż z kempingu musieliśmy jeszcze dojść do punktu startowego szlaku North Kaibab Trail.

North Rim i nasze miejsce na kempingu, Grand Canyon, Arizona

North Kaibab Trail, North Rim, Grand Canyon

North Kaibab Trail

Przy świetle latarek wyruszyliśmy na wędrówkę. I zaraz natknęliśmy się na jelonki i sarny, które łazikowały po lesie. Było ciemno, cicho i pusto. Po wejściu na szlak ok. 4:30 zaczęło trochę wiać. Droga była piaszczysta i od razu mieliśmy ten miałki piasek w ustach i oczach. Ale nic to, schodziliśmy z wysokości ponad 2500 metrów n.p.m. stromymi serpentynami. Czasami w górze albo w dole widać było migające światła latarek, nie byliśmy sami. Niektórzy wyruszyli jeszcze przed nami, niektórzy po nas.
I tak w ciemnościach mijaliśmy kolejne punkty, aż zaczęło świtać i wtedy dopiero dotarło do mnie, jak głęboko już zeszliśmy. I jak stromo jest wokół nas. Ale było pięknie. Temperatury były jeszcze ok. Siły też :) Schodziło nam się bardzo dobrze. Szlak był różnorodny. Czasem wąski, czasem dobrze rozbudowany, były mosty nad przepaściami, serpentyny, droga czasami kamienista. I te wysokie, ogromne skały wokół nas… Czułam się taka maleńka…

Jeden z punktów widokowych na szlaku North Kaibab Trail - myśmy pokonywali go w ciemnościach ;)

Szlak North Kaibab Trail, wczesny ranek w drodze do rzeki Kolorado, Grand Canyon

 

Wschód słońca w Wielkim Kanionie, Arizona, widok ze szlaku North Kaibab Trail

Rankiem w Grand Canyon - widok ze szlaku North Kaibab

 

Wędruję sobie po szlaku North Kaibab Trail, Grand Canyon, wczesny październikowy ranek

Wędrując po North Kaibab Trail, Grand Canyon

Tereny Wielkiego Kanionu - widok z North Kaibab Trail

Droga jest przepiękna i fotogeniczna - North Kaibab Trail, Grand Canyon

Na szlaku North Kaibab Trail, Grand Canyon

North Kaibab Trail - przed południem

Kiedy zrobiło się jaśniej, zatrzymaliśmy się na króciutką pauzę po 12 kilometrach drogi przy Pump House Ranger Station i za kolejne 3 kilometry przy Cottonwood Campground. Potem był jeszcze Ribbon Falls po 17 kilometrach. Naszym celem było osiągnięcie Phantom Ranch (ach ta nazwa! :)) na wysokości 750 metrów tuż przed dnem kanionu.

North Kaibab Trail - trzeba uważać...

Czerwone skały, piękne widoki - Wielki Kanion widziany ze szlaku North Kaibab Trail

Po wschodzie słońca na szlaku North Kaibab Trail, Grand Canyon, Arizona

Mosty, mosty, mosty - na szlaku North Kaibab Trail jest ich bardzo dużo...

 

Spotkane po drodze: jaszczurka i skalik ostrodzioby (Canyon wren – Catherpes mexicanus)

Jaszczurka, Grand Canyon, Arizona

Skalik ostrodzioby w Wielkim Kanionie - Canyon Wren in The Grand Canyon, Arizona

W południe, po ok. 29 kilometrów wędrówki, dotarliśmy wreszcie do Phantom Ranch, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę i wypiliśmy okropnie zimną lemoniadę w towarzystwie ciekawskich i sympatycznych gryzoni ;) – susłouchów skalnych. Na całe szczęście to rancho nie było fantomem ;-)
A stamtąd był już tylko „rzut beretem” do mostu na rzece Kolorado…. i do początku szlaku Bright Angel Trail, który prowadzić miał nas w górę na wysokość ponad 2000 metrów na South Rim

Phantom Ranch, Grand Canyon, Arizona

Susłouch skalny w Wielkim Kanionie - Rock Squirrel, Grand Canyon, Arizona

Susłouch skalny w Wielkim Kanionie - Rock Squirrel, Grand Canyon, Arizona, USA

North i South Rim, Grand Canyon

Na dnie Grand Canyon

Byliśmy w połowie drogi i tym samym w samym sercu Wielkiego Kanionu. To było niesamowite uczucie, zejście w głąb tego monumentalnego kanionu. Fauna i flora, bogactwo formacji skalnych, feeria kolorów – fantastyczne doświadczenie. Ale przed nami była jeszcze daleka i jak się okazało – męcząca – droga, w czasie której trafiliśmy m.in. na skorpiona.

Most na rzece Kolorado na dnie Wielkiego Kanionu, Grand Canyon, Arizona

Rzeka Kolorado na dnie Wielkiego Kanionu - Colorado River in the Grand Canyon, Arizona

Przechodząc przez rzekę Kolorado w Wielkim Kanionie - Colorado River in the Grand Canyon, Arizona

 

Most na rzece Kolorado na dnie Wielkiego Kanionu - Colorado River Bridge in The Grand Canyon, Arizona

Kolorowe, masywne skały Wielkiego Kanionu, Grand Canyon, Arizona

Ale o tym w drugiej części wpisu:  Grand Canyon – wędrówka w głąb: część 2 – od dna Wielkiego Kanionu w górę szlakiem Bright Angel Trail

 

11 comments on “Grand Canyon – wędrówka w głąb: część 1 – zejście do rzeki Kolorado trasą North Kaibab Trail

  1. Marcin Lewandowski

    Kolejna wspaniała relacja z wyprawy. Poczułem „zapach” Wielkiego Kanionu siedząc na kanapie. Wielkie dzięki :-)

    • Obiezyswiatka

      Marcinie, bardzo mi miło, że mogłam Cię zabrać na tę wirtualną wędrówkę :) Na kanapie wygodnie :)
      Pozdrawiam!
      O.

  2. Oesu! Jak ja Ci zazdroszczę, ale tak pozytywnie! Ten Kanion, to chyba marzenie każdego, kogo „stopy swędzą”! :-)))))
    Pięknych podróży Ci życzę w 2021 roku!

    • Obiezyswiatka

      Fuscilko, ja rozumiem :) Chyba masz rację, mnie się udało spełnić to marzenie i bardzo jestem za to wdzięczna.
      Dziękuję i wszystkiego dobrego dla Ciebie – zdrowia, szczęścia, radości, podróży! :)
      O.

  3. Nie będę oryginalna pisząc, że Wielki Kanion to również moje wielkie marzenie i co tu kryć, cholernie Ci zazdroszczę :). 13 sierpnia roku covidowego miałam lecieć do USA no ale wyszło jak wyszło. W czerwcu tego roku z rodziną niemęża planowaliśmy powrót do Stanów i zwiedzanie drugiej strony kraju ale nawet nie mam złudzeń, że to się uda. Póki co czekam aż mi pozwolą ruszyć dalej niż mój land.
    Piękne widoki, wspaniały spacer, czekam niecierpliwie na drugą część wspomnień.
    A wiesz, że ja zimą dokarmiam moje osiedlowe wiewiórki, kieszenie wszystkich kurtek mam pełne orzechów i je sprytnie ukrywam w strategicznych punktach :). Moja stołówkowa działalność na tym się nie kończy bo jeszcze dokarmiam sarny kasztanami zbieranymi jesienią :)
    Dobrego tygodnia.

    • Obiezyswiatka

      Mo., ja też marzyłam i w końcu się udało! Tobie też się uda, bądź dobrej myśli.
      Może w tym roku jednak będzie możliwie podróżowanie, może dzięki szczepionkom.
      Ale tak jak mówisz, my też siedziemy w naszym landzie i czekamy, żeby ten lockdown zniknął. Ciągnie mnie też, żeby pojechać za miedzę, ale siedzimy na czterach literach, mając nadzieję, że niedługo się to skończy. Ja mieszkam w Zagłębiu Ruhry, tutaj jest bardzo tłoczno. Wcześniej przynajmniej w naturze było ok, ale ludzie, którzy zwykle nie chodzą i nie jeżdżą na rowerach nagle odkryli lasy, parki itp. Trudno im się dziwić. Ale trzeba się naszukać miejsc, gdzie można spokojnie pospacerować i powędrować.
      A co do karmienia, to na pewno zwierzęta są Ci wdzięczne. U nas ptaki i wiewiórki zaglądają. Kiedyś za oknem mieliśmy dużą i starą robinię, one tam harcowały, ile się dało. Teraz niestety jej już nie ma, bo ją wycięli po którymś z kolei orkanie, ale mamy jeszcze owocującą leszczynę :)
      Pozdrawiam i dobrego tygodnia!
      O.

      • Wiem o czym mówisz bo u mnie lasy też zatłoczone, może teraz trochę mniej ale podczas wiosennego lockdownu to była masakra. Odkąd tu mieszkamy nie widziałam czegoś takiego. Mam kilka ulubionych tras a na nich miejsca na odpoczynek z książką i herbatą i powiem Ci, że bywały dni, że wszystkie były zajęte. No ale dzięki temu odkryłam wiele nowych rowerowych ścieżek. Wcześniej rzadko używałam dzwonka a teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia bo sporo osób spaceruje w dużych grupach albo rządkiem na szerokość drogi. I nigdy wcześniej nie widziałam, żeby leśne drogi korkowały się od ludzi i rowerów a teraz taki widok to norma. Widać jak trwoga to do lasu :)
        Pozdrawiam ciepło.

  4. niesamowite
    (ale nie wiem czy wiedzieliscie, ze jezeli wazycie mniej niz 200 funtow na osobe mogliscie sobie zjechac na dol i spokojnie wjechac z powrotem na grzbiecie mula ? ;)

    • Obiezyswiatka

      Obroni, uprzedziłeś mnie ;) – o mułach będzie w następnej części, bo spoglądałam na nie z tęsknotą ;) przy wejściu na South Rim… Tak, ważymy mniej już 200 funtów, ale i z siły własnych mięśni jestem zadowolona :)
      Pozdrawiam!
      O.

  5. Pingback: Grand Canyon – wędrówka w głąb: część 2 – od dna Wielkiego Kanionu w górę szlakiem Bright Angel Trail - Zapiski Obieżyświatki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *