Zdrowe podróżowanie

Choroba i zdrowie w podróży

Tak się złożyło, że w ubiegłym roku podczas podróży po Ameryce Północnej pewnego jesiennego wieczoru wylądowałam na ostrym dyżurze w amerykańskim szpitalu. Zdarza się, choroby chodzą po ludziach i tym razem trafiło na mnie. Stąd pomysł na notkę na blogu.

Droga w USA

Zdrowe podróżowanie

Ten wpis jest zbiorem moich luźnych uwag dotyczących szerokiego tematu zdrowia i choroby w podróży. Chcę się podzielić wyłącznie moimi doświadczeniami zebranymi w ciągu ostatnich 20 lat podróżowania. Od razu uprzedzam jednak, że wpis ten nie jest w żadnym wypadku oficjalnym poradnikiem.

Nie jestem ani lekarzem, ani prawnikiem, nie znam wszystkich przepisów obowiązujących w poszczególnych krajach i nie wiem wszystkiego. To tylko luźne uwagi.

Najlepiej by było, gdybyśmy nigdy nie chorowali. Ale to raczej niemożliwe. Niektórzy z nas mają jednak szczęście i jeszcze im się nigdy nie zdarzyło poważnie zachorować w podróży. Tak, chodzi mi o poważne zachorowania, a nie lekkie przeziębienia, choć i te mogą przemienić wakacje w koszmar.

Przed podróżą

Co robię przed podróżą? Dbam o siebie – serio. Przynajmniej się staram się. Ale to tak ogólnie.
A w praktyce, kiedy wybieram się w dłuższą podróż na inny kontynent, to planując ją, myślę i o sprawach zdrowotnych, o niezbędnych krokach, które muszę podjąć, aby być przygotowana na wypadek, jeśli… Oczywiście, wszystkiego przewidzieć się nie da, ale częściowo można oszczędzić sobie nieprzyjemności, stresu i kosztów.

Ubezpieczenie podróżne / turystyczne

Jedna z najważniejszych rzeczy, którą załatwiam przed wyjazdem. Obowiązkowo. Bez ubezpieczenia nie jadę.

Ja w sumie od lat korzystam z oferty tej samej firmy ubezpieczeniowej, bo do tej pory miałam tylko dobre doświadczenie. Ale na rynku jest tyle konkurencyjnych ofert, że z pewnością każdy znajdzie taki pakiet, który jest dla niego odpowiedni.

Uwaga tylko na jedno: czytajcie uważnie, co ubezpieczenie obejmuje. I jeśli cierpicie na chroniczną chorobę, to tym bardziej ważne jest, aby ubezpieczenie nie dotyczyło tylko nagłych wypadków jak np. złamanie kończyn.

Generalny przegląd

Wiem, brzmi nieco technicznie ;) Ale o to chodzi, aby sprawdzić stan organizmu.
Przykład: dentysta.
U mnie jest tak, że odpowiednio wcześniej zapowiadam mojej pani dentystce, którą i tak odwiedzam bardzo regularnie, że mam zamiar wtedy i wtedy wyjechać, na ileś tam tygodni i razem planujemy ewentualne zabiegi, które trzeba wykonać. Chodzi o czas i dobrą organizację, bo szczerze Wam mówię, że ani nie mam ochoty na ból zęba w podróży, którego można byłoby uniknąć, ani na szukanie dentysty w szczerym polu. Nie lubię zostawiać niczego na ostatnią chwilę, więc i dentysty nie zostawiam.

Akurat przegląd dentystyczny to dobry przykład, ale to odnosi się i do pozostałych lekarzy, do których regularnie chodzi się na kontrole.

Lekarstwa a podróż

Nie będę dzisiaj pisać o podstawowej apteczce, bo to banał i mam nadzieję, że każdy podróżnik coś takiego ma (ale jak mi starczy czasu, to kiedyś o takiej podróżnej apteczce może napiszę ;)). Ale co z innymi niezbędnymi lekarstwami, zwłaszcza tymi na receptę? Co robić, żeby nie mieć problemów na granicy?

Informacja

Najważniejsze to poinformowanie się, jakie leki można wwieźć do krajów, do których się wybieracie, a jakie są niedozwolone. Lepiej to zrobić, żeby się potem nie okazało, że jesteście przemytnikami. Różne kraje mają różne obostrzenia. I to, co jest legalne w jednym, niekoniecznie musi być legalne w innym. Niewiedza nie chroni przed karą.
Dodatkowo istotny jest też środek lokomocji, na przykład samoloty mają swoje przepisy, co można wziąć na pokład w bagażu podręcznym.

Zaświadczenie

Kolejnym ważnym krokiem przy lekarstwach wydawanych na receptę jest zaświadczenie od lekarza, że dana osoba musi zażywać konkretne leki. Najlepiej, żeby to zaświadczenie było po angielsku, z wyszczególnionymi dawkami, trybem dozowania itp.
Nie mam doświadczeń z Polski, bo jak wiecie mieszkam od lat za zachodnią granicą, ale niemieccy lekarze nie mają jednolitej praktyki. Przypuszczam, że podobnie jest w Polsce.
Ci, którzy od dawna śledzą mojego bloga, wiedzą pewnie, że cierpię na migrenę. Z tego powodu zażywam też odpowiednie leki. Tak więc również na ostatni dłuższy wyjazd potrzebowałam zaświadczenia o lekarstwach, które chciałam wziąć ze sobą, a które muszę zażyć, kiedy dostaję ataku migrenowego. Moja pani doktor od razu wydała mi zaświadczenie po angielsku, bo miała swoje wewnętrzne.
Inną opcją jest ogólny formularz dot. przyjmowanych leków, który można pobrać u wielu ubezpieczycieli oferujących ubezpieczenia turystyczne. Formularz ten przedkłada się lekarzowi, który go wypełnia.

Szczepienia

Jeśli w danym regionie, do którego się wybieram, wymagane są odpowiednie szczepionki, to ja się szczepię. Czasami takie szczepienia wymagają czasu, bo dawki rozłożone są na kilka tygodni, więc ważna jest organizacja. Wiem z doświadczenia, bo przechodziłam to przed podróżą w 2007 roku i szczepiłam się na żółtą febrę i inne tropikalne choróbska.

Profilaktyka lekowa

Ważny punkt, podobnie jak szczepionki. Często trzeba zacząć jeszcze przed wyjazdem. Przykładowo przy podróży do regionów malarycznych ważna jest właśnie profilaktyka, którą zaczyna się jeszcze przed wyprawą. Tak było i w moim wypadku.

Tak w ogóle to przed podróżą do krajów tropikalnych polecam konsultacje z lekarzem specjalizującym się w medycynie tropikalnej czy medycynie podróży. On na pewno wyjaśni wiele kwestii związanych z bezpieczeństwem i zdrowiem podczas wyprawy.

Kontakty

Przed podróżą warto przygotować sobie małą karteczkę z danymi osoby, którą trzeba powiadomić w razie wypadku ew. ciężkiej choroby. Najlepiej mieć te informacje w portfelu.

W podróży

Podróżować trzeba z głową. Tak myślę. Zdrowy rozsądek jest ważny. I znajomość własnego organizmu. I higiena, higiena też jest bardzo ważna, ale o tym to może kiedyś przy okazji, bo to jest temat-rzeka.
Ale w podróży zdarzają się i wypadki, i różne wydarzenia losowe, na które nie mamy do końca wpływu. I wtedy trzeba zachować zimną krew.

Emergency phone, USA

Wypadek w Argentynie

W czasie naszej podróży po Argentynie, mieliśmy wypadek drogowy.
Jechaliśmy taksówką, w którą wjechało inne auto. Zatrzepało nami mocno. I kierowca, i my wyszliśmy cało, ale z bólem. Ten incydent spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Miałam zamknięte oczy i nie interesowałam sią sytuacją na drodze. Mój mąż ułamek sekundy przed uderzeniem zrealizował, że zaraz w nas to auto wjedzie. Ja poleciałam jak worek do przodu, nie zdążyłam się niczego złapać. Na szczęście obyło się bez złamań.
Byliśmy na głuchej prowincji, pojechaliśmy więc do takiej niby-przychodni. Tam nas zbadali (nie ponieśliśmy żadnych kosztów). Pamiętam, że warunki bardzo różniły się od tych, do których byliśmy przyzwyczajeni. Naprawdę byłam wdzięczna, że nic poważnego nam się nie stało, bo długo tam zostać nie chciałam. Za żadne skarby. Historia skończyła się dobrze. Ból po kilku dniach minął. Tym razem mieliśmy szczęście.

Nagły przypadek w USA

W ubiegłym roku pewnego jesiennego wieczoru po zameldowaniu się w jednym z hoteli na północy Stanów Zjednoczonych zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem. Na tyle poważne, że musieliśmy poszukać szpitala. Pani w hotelowej recepcji podała nam namiary. Pojechaliśmy więc pod wskazany adres; okazało się, że to bardzo duży szpital. Już na portierni pani była bardzo miła, od razu skierowała nas na ostry dyżur, pytając przy tym, czy ma wezwać sanitariuszy, czy potrzebuję wózka itp.

Emergency room

Kiedy dotarliśmy na miejsce, pani w rejestracji wręczyła nam formularze do wypełnienia i kazała zająć miejsca w poczekalni, w którym znajdowały się krzesła o różnej szerokości siedzenia. Właściwie nie było dużo ludzi, a ci, co byli, długo nie czekali. Tylko jeden z pacjentów był bardzo nerwowy i niecierpliwy, mimo własnych problemów obserwowałam go, trochę się obawiałam, że stanie się agresywny. Po jakimś czasie przyszła po mnie pielęgniarka i zabrała do gabinetu, gdzie przeprowadziła ze mną wywiad chorobowy, zmierzyła gorączkę itp. i założyła mi na rękę opaskę z moimi danymi. Takie wstępne badania, po których wróciłam do poczekalni. Musiałam jeszcze czekać.

Ostry dyżur bez George’a Clooneya

W końcu przyszła kolej na mnie. Kolejna pielęgniarka zabrała mnie i męża w głąb oddziału. Dostałam pokój, musiałam się rozebrać i założyć taki specjalny kaftanik szpitalny, po czym zostałam podłączona do aparatury. Zaraz potem przyszła następna pielęgniarka – to już chyba nr 3, która wypytała mnie szczegółowo o objawy, a potem wytłumaczyła, jakie mi zrobią badania i zapowiedziała, że to trochę potrwa i jeśli chcę, to mogę sobie w tym czasie pooglądać telewizję (serio, to ja dopiero wtedy spostrzegłam, że tam jest też telewizor). Podziękowałam, bo nastroju na tv w ogóle nie miałam ;). Zresztą za chwilę poznałam jeszcze jedną pielęgniarkę (nr 4?), która przyszła do mnie z całym sprzętem do przeprowadzania badań.
Najpierw zeskanowała moją opaskę, potem zweryfikowała moje dane, a przeprowadzając badania, rozmawiałyśmy o podróżach i Europie.

Jeden ze szpitali w USA

 

Formalności

W międzyczasie kolejna osoba przyjechała do mojego pokoju z mobilnym biurem i załatwiała formalności z moim mężem, ja byłam za zasłonką. Pani spisała nasze dane, ubezpieczanie, adres itp. A potem już poszło sprawnie. Po badaniu dostałam wytyczne, co robić, przyniesiono nam dokumentację szpitalną i pozwolono nam wrócić do hotelu. Wszystko to trwało kilka godzin, cały personel był bardzo miły, naprawdę bardzo dobrze wszyscy się mną/nami zajmowali. Ale George’a Clooneya nie spotkałam… ;)

A kiedy wróciliśmy do Europy czekał już na nas rachunek, słony rachunek…

Po podróży

Po podróży jest przed podróżą ;)
W moim przypadku po podróży najważniejszą sprawą był kontakt z ubezpieczeniem i przekazanie im całej dokumentacji. Trochę to trwało, bo suma do zapłaty była duża i ubezpieczyciel potrzebował różnych zaświadczeń od lekarzy na miejscu.
Ale po kilku miesiącach dostałam pozytywną odpowiedź.
W międzyczasie korespondowałam ze szpitalem, prosząc go o cierpliwość, gdyż sprawa jest w toku. Nie, żeby się niecierpliwili. To ja czułam się nieprzyjemnie, że ten rachunek jest cały czas otwarty. Ale dla nich nie było żadnego problemu.
Szczerze, to myślę, że tutaj w Niemczech dostałabym już jakieś ponaglające, nieprzyjemne wezwania do zapłaty. Może się mylę.
Ale tak czy inaczej bardzo mi się podobało ta amerykańska procedura, faktycznie przyjazna dla pacjenta.

I tym pozytywnym akcentem kończę te luźne zapiski, życząc Wam tylko zdrowych i bezpiecznych podróży!

6 comments on “Choroba i zdrowie w podróży

  1. Drobna uwaga. Przed wyjazdem robię podwójną kopię paszportu i biletów. Jeden komplet jest w moim bagażu głównym a drugi w podręcznej torbie.
    Może się przydać jak zginą dokumenty podróżne.

    • Obiezyswiatka

      Pharlap,
      tak, oczywiście, jeśli chodzi o środki bezpieczeństwa w podróży. Mnie chodziło w tym wpisie tylko o chorobę i zdrowie. Ale wiesz, przez Twój komentarz wpadłam na nowy temat o ogólnym bezpieczeństwie podróży.
      Pozdrawiam!
      O.

  2. Zdrowie zawsze jest najwazniejsze :)

    a co do zdrowia w podrozy – kilka razy zdarzylo mi sie odwiedzic miejsca swiadczace uslugi zdrowotne w Afryce i moge podzielic sie informacja, ktorej raczej nie ma w przewodnikach:

    przyjmuja oplaty ( od obroni, mzungu czy innego bialego czlowieka) wylacznie w euro lub dolarach amerykanskich – ja akurat dysponowalem USD, ale tylko nominaly 50-cio i studolarowe. W przypadku studolarowki Ben Franklin musial miec ‚mala glowe’ – nowsza, podobno trudniejsza do podrobienia wersja banknotu. I jesli maja ochote to wydadza reszte w lokalnej walucie – wedlug swojego przelicznika kursu waluty :)

    • Obiezyswiatka

      Obroni, o widzisz, to są cenne doświadczenia.
      Fajnie, że się nimi podzieliłeś.
      Pozdrawiam!
      O.

  3. Bardzo bardzo dobry post i bardzo bardzo bardzo potrzebny.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *