Dorfstraße

Trupy w szafie….

…. każdy ma…

O-fiszka nr 4
Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze z zaciekawieniem oglądam sobie różne uliczne plakaty, czytam obwieszczenia, napisy na budynkach, ogłoszenia… Ciekawych rzeczy o kondycji ludzkiej można się z nich dowiedzieć: a to ktoś zgubił klucze, ktoś inny znalazł kota, a jeszcze inny chce sprzedać hulajnogę… – to z tych mniejszego formatu. Z większych za to to obwieszczenia gminne, zaproszenia na wykłady itp. U nas najbardziej kolorowe są plakaty muzealne ;), te przyciągają od razu oko, również z racji rozmiarów.

Jadę sobie kiedyś przez miasto i słucham przy okazji radia (nie lubię żadnej z tutejszych rozgłośni, a można ich policzyć na palcach jednej ręki, ale innych nie ma, więc słucham…). Zwykle ściszam jak zaczynają gadać, bo mnie denerwują, tak więc po skończonej piosence ściszyłam odbiornik, ale mimo to dotarły do moich uszu jakieś strzępki rozmów o plakatach w esseńskiej dzielnicy Rüttenscheid. No to podkręciłam radio i nastawiłam uszy, i im dłużej się przysłuchiwałam, tym bardziej wydawało mi się to jakoś nierealne. Aż tak, że postanowiłam przekonać się na własne oczy. Przy pierwszej możliwości odbiłam w prawo i skierowałam się w stronę owej dzielnicy, która znajdowała się dosłowie kilkaset metrów od mojej trasy. Wjechałam w dzielnicę, a musicie wiedzieć, to jest bardzo ciasna część miasta. Stara zabudowa, dużo ludzi, mało miejsc, o miejscach do parkowania nie wspomnę, tych trzeba szukać ze świeczką w ręku, a i tak się ich nie znajdzie. A to była jeszcze dodatkowo sobota, a więc dzień targowy w Rüttenscheid… Ale zanim zaczęłam w ogóle szukać możliwości, gdzie bym mogła zaparkować auto, zobaczyłam, że z luki parkingowej wyjeżdża cytrynowa corsa, więc problem rozwiązał się sam. Zaparkowałam, wysiadłam, spojrzałam na latarnie przede mną i zobaczyłam na własne oczy rzeczone plakaty… z Hitlerem.

Ale po kolei: Od kilku miesięcy toczy się dyskusja o zmianie nazw dwóch esseńskich ulic. Jedni chcą, aby te ulice wróciły do swoich pierwotnych nazw, inni są przeciwko. Mowa jest o ulicach, które w 1937 r. (!) otrzymały nowe nazwy, mianowicie nazwiska dwóch niemieckich generałów: von Einem i von Seeckt, oficerów, których poważał przywódca III Rzeszy (von Seeckt był m.in. wielkim przeciwnikiem istnienia Polski, von Einem był ministrem wojny w czasie, kiedy doszło do krawawego stłumienia powstania afrykańskiego w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej). Wcześniej ulice te nosiły nazwę dziewczęcych imion Irmgard i Ortrud, wpisując się w tę część dzielnicy, której ulice nazwane są imionami żeńskimi (jest więc Rosa-, Isabella-, Olga-, Theklastraße i inne). Dyskusja ostatnio zrobiła się bardzo ostra i plakaty te to jest jedna z akcji dzielnicowej inicjatywy, która w ten sposób argumentuje potrzebę zmiany nazw i próbuje przekonać mieszkańców do głosowania w referendum, które odbędzie się 3. lutego. Plakaty przedstawiają zdjęcie H. razem z von Seecktem w czasie manewrów wojennych, a nad nimi umieszczone jest zdanie przypisywane generałowi: Zgadzaliśmy się co do celów. W prawym dolnym rogu zaś zakreślone Nie! dla fałszywych/nieprawdziwych bohaterów.

Historia tych dwóch ulic jest dziwna. W innych miastach (Berlin, Monastyr) zostały one zmienione. Właściwie to powinny one przestać istnieć już krótko po wojnie z racji rozporządzenia Sojuszniczej Rady Kontroli Niemiec w sprawie denazyfikacji i demilitaryzacji Niemiec, które przewidywało likwidację również ulicznych nazw, które nawiązują do totalitaryzmu i wojskowości. Demilitaryzacja nazw tutejszych ulic nie została jednak widocznie do końca przeprowadzona.
Akcja ta jest kontrowersyjna. Z jednej strony słychać głosy, że jest to zerwanie z pewnym tabu, z drugiej strony jest to też pożywka dla brunatnych.
W każdym razie w tym tygodniu odbył się wieczór informacyjny dot. zmiany nazw ulic z politykami, historykami i mieszkańcami dzielnicy. Referendum już niedługo.
Jeśli chodzi o koszty to zmiana w dowodzie osobistym jest bezpłatna, podobnie wpisy do ksiąg wieczystych itp., zapłacić trzeba za zmianę dowodu rejestracyjnego auta. Pozostają jeszcze koszty związane ze zmianą np. adresu na wizytówkach, czy w przypadku osób prowadzących interesy na materiałach reklamowych, dokumentach itp. Okres przejściowy dla koniecznych zmian to 12 miesięcy.

A czy w Polsce (albo w innych krajach) spotkaliście się ostatnio ze zmianami nazw ulic? Czy są jeszcze relikty dawnego systemu?

38 comments on “Trupy w szafie….

  1. Mnie akurat nie przeszkadzaja nazwy ulic ktore wywoluja emocje.
    Zmiany do wczesniejszych nazw nie maja w/g mnie sensu bo nie wiadomo jak daleko cofnac sie w czasie aby wszyscy byli zadowoleni.
    Nie ma zlotego srodka i najlepsze sa numery oprocz trzynastki!

    • Obiezyswiatka

      Ataner, ja nie lubię nazw politycznych, czy polityków, żołnierzy itp. Nie popieram tych, które nawiązują do okropnych wydarzeń, w których ginęli ludzie.
      Numery mogą być, ale trzynastka też, mnie przynosi szczęście :)
      O.

  2. U nas zmieniają, niedawno w moim mieście zmieniali, pozbywając się komunistycznej postaci…

    Osobiście wolałabym mieszkać na „dziewczęcej”ulicy. ;)

    • Obiezyswiatka

      Akaszo, ale to też późno, prawda? Tyle lat po obaleniu starego systemu.
      Dziewczęce ulice nie mają negatywnych konotacji :)
      O.

  3. Generalnie jest tendencja do zmiany ulic z nieprawomyslnych na bardziej prawomyslne, z tym że czasami dochodzi do absurdów, bo np. Konopnicka nagle okazuje się lesbijką, albo Tuwim to Żyd. Po prostu żenada!

  4. O ile ulica nie nosi imienia adolfa, wissarionowicza czy innego zbrodniarza, to jest mi zarówno. Ale i tak wolę ulice neutralne światopoglądowo, bez żadnych polityków, a nawet i bez bohaterów.

    • Obiezyswiatka

      IamI, też jestem za neutralnymi nazwami, np. kwiatowe czy topograficzne.
      Mam nadzieję, że historia z nazwami ulic przez Ciebie wymienionych się nie powtórzy.
      O.

    • Ja też wolę apolityczne ulice, a jeśli chodzi o nazwy historyczne, to umiarkowanie. My mamy jakiś przechył martyrologiczny, co już zaczyna doskwierać dużej części społeczeństwa, ale i tak jak kto zginie od kuli to ma ulicę, a jak pobuduje nowe przedszkola (na przykład) to już nic po nim.
      Podobają mi się takie nazwy w Warszawie:
      ulica Pańska, Żelazna, Miedziana, Afrodyty, Freta, Piwna, Agrestowa i Agrykola – no i Foksal i Nowy Świat;
      aleja Róż, rondo Żaba, cmentarz Powązkowski, Łazienki
      i pełno innych!

  5. zmiana nazw ulic czy burzenie pomnikow, jakos tylko i wylacznie kojarza mi sie z marnotrawieniem pieniedzy, ktore moglyby byc w inny sposob wykorzystane…
    rozumiem, ze ulica Stalina tudziez Hitlera, jakos nie uchodzi…, chociaz pewnie, jak to historia ma w zwyczju i zatoczy sobie kolo, okaze sie ze to jednak byli jednak swiatli wladcy? moze by zostawic te stare ulice takimi jakie sa, a nowe nazywac jakos tak bardziej kwiatkowe czy drzewnie?

    • Obiezyswiatka

      Moniko, ja mam wielką nadzieję i wierzę w ludzkość, że historia zawsze będzie potępiała i jednego i drugiego, że wyciągnie wnioski z tej okropnej przeszłości. Przecież tyle istnień ludzkich, tyle ofiar, tyle cierpień pochłonęła i spowodowała ich zbrodnicza polityka, że to nie może być relatywizowane.
      Jestem za ulicami o nazwach kwiatowych czy drzewnych, tylko czy ich by starczyło?
      O.

  6. Takie zmiany ulic zdarzały się w Poznaniu. Pamiętam że w jednej z dzielnic ludzie strasznie się kłócili i dochodziło do mało przyjemnych incydentów jak wrzucanie śmieci na posesję strony przeciwnej.
    A ja bardzo lubię takie przyjemne nazwy :) miałam znajomą na osiedlu Bajkowym gdzie można było znaleźć ulicę Tuwima, Andersena , Brzechwy ale też Sierotki Marysi , Smoka Wawelskiego czy Leśnych Skrzatów :)

    • Obiezyswiatka

      Pestko, no tak, czasami kłótnie przeradzają się w prawdziwe wojny. Bajkowe osiedle mi się podoba, chociaż pewnie i tak znaleźliby się tacy, którym np. Brzechwa się nie spodoba…
      O.

  7. Ja tez wolałabym mieszkać na ulicy nazwanej od jakiegoś kwiatka czy miejsca na mapie a nie od postaci (tym bardziej związanych z polityka). Ale jak już jakieś nazwy istnieją, to koszty zmian są prawie zawsze nieuzasadnione… Spotkałam kiedyś osobę, która miała dwie „przeprowadzki” w dowodzie, choć nigdy się nie wyprowadziła z domu. Dwa razy ktoś tam sobie decydował, ze jej ulica zmieni nazwę…. bez komentarza::)

    • Obiezyswiatka

      Niko, no tak, z kosztami trzeba się liczyć, ale jeśli te osoby są winne, to stawianie im „pomników” w postaci nazw ulic czy zostawianie ich tam, moim zdaniem, jest nie do przyjęcia. Sama też wolałabym ulice, które są neutralne, przynajmniej ich zmieniać nie trzeba.
      O.

  8. Ktoś wpadł na pomysł nazwania ronda imieniem Gierka. Jak dla mnie – można spaść z krzesła.

  9. u nas komunistyczne nazwy wyrzucili zaraz po zmianach politycznych ale dużo ludzi mówi, że mieszkało np na osiedlu Zawadzkiego, bo wszyscy wiedzą gdzie były jego granice a podzielone zostało ono na 5 róznych nazw. mnie najbardziej interesują nieformalne nazwy osiedli w moim mieście jest Złodziejówka (pod budowę osiedla zostały zabrane pola uprawne prywatnym posiadaczom) Meksyk (osiedle z dużą ilością Romów) Kamieniec (zwyczajowa nazwa starego łożyska rzeki) i cieszy mnie to, że one są i trwaja niezależnie od polityki :))) pozdrawiam z Manifestu Lipcowego ;)

    • Obiezyswiatka

      Gwiezdna, u mnie w miasteczku była ulica Koniewa, zmienili też szybko, ale i tak jeszcze do początków XXI w. mieszkańcy posługiwali się od czasu do czasu starą nazwą.
      Mnie omijały (albo ja je omijałam) nazwy polityczne ulic. Mieszkałam przy ulicy polskiego etnologa, mieszkałam na „Kolorowej”, mieszkałam na „Geograficznych”, więc zmian w meldunku nie miałam.
      Tak, takie nieoficjalne nazwy dzielnic, osiedli, osad to bardzo ciekawy temat.
      O.

  10. W Bydgoszczy najfajniejsze plakaty pokazuje teatr :)

    Nie wiedziałam, że w Niemczech istnieją jeszcze nazwy ulic postaci negatywnie ocenionych przez historię! Nie chciałabym mieszkać przy takiej ulicy.

    • Obiezyswiatka

      Fotoart, u nas Muzeum Folkwang :)
      Są, jeszcze są.
      Te postaci akurat, wprawdzie umarły przed II wojną światową (jeden w 1934, drugi w 1936), ale mimo wszystko miały swój udział w polityce, która do niej doprowadziła.
      O.

  11. U mnie w mieście pozmieniali trochę ulic, mojej na szczęście nie tknęli.

  12. Cieszę się, że o tym napisałaś, ja zawsze z uwagą czytam małe plakaty, też bardzo mnie to intersuje, co ktoś ma do zaoferowania nieznajomym. Co do Twojego pytania, w mieście skąd pochodzę wszystkie takie relikty wyczyszczono, ale u nas w domu nadal funkcjonują, nie wiem czemu, w każdym razie często zdarza się nam wybrać na Plac Bieruta…

    • Obiezyswiatka

      Czaro, być może bardzo Wam się domu zaktowiczyły te nazwy.
      A ogłoszenia są b. ciekawe :)
      O.

  13. nie rozumiem nawet, jaki cel przyświeca zamierzonej zmianie.
    militaryzmowi mówimy stanowcze >nietak<. ;-)

    • Obiezyswiatka

      Jutro referendum i zobaczymy, jak zdecydują mieszkańcy.
      O.

      • chyba niepotrzebnie użyłem ostrego nawiasu i się wypowiedź skróciła – miało być „militaryzmowi mówimy: nie. dziewczętom mówimy: tak”, w rezultacie wyszło tak, że nie wiadomo, o co chodzi ;-)

        • Obiezyswiatka

          Teraz jest jaśniej :) Ja jestem bardzo ciekawa, czy dziewczęta wygrają :)
          O.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *