Cmentarz, który nie ma tajemnic

Tonapah, Nevada. Miasteczko na pustyni. Środek lata. Żar leje się z nieba. Słońce razi niesamowicie. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Tankujemy i chłodzimy się lodowatymi napojami. Ten upał daje się nam we znaki.
Tonapah słynie z motelu, którym motywem przewodnim są klowni – Clown Motel. Ale dzisiaj opowiem Wam o innym miejscu, które znajduje się tuż przy tym osobliwym motelu – o Cmentarzu Tonapah.
Jesteśmy w sercu pustyni i tak też wygląda ta nekropolia. Inaczej niż zwykłe cmentarze. Nagrobki są bardzo spartańskie. Krzyż, tabliczka, kamienie… Odwiedzam to miejsce w samo południe. Jest gorąco. Cienia brak. A jednak trudno mi stąd odejść… Zatrzymuję się przy każdym nagrobku. Tylko tyle mogę dla nich zrobić: zatrzymać się, pomyśleć o nich, pomodlić się, wypowiedzieć ich imię…

Stary cmentarz Tonopah Cemetery jest jak otwarta księga historii Dzikiego Zachodu. I jak widać na tym cmentarzu, nie wszystkie historie miały happy end. Wystarczy przejść się między nagrobkami, by odkryć, że wiele z nich kryje nie tylko imię, nazwisko i datę śmierci, ale również jej przyczynę.
Wśród inskrypcji można przeczytać o śmierci w wypadkach górniczych, pożarach, strzelaninie, morderstwach, z powodu zapalenia płuc czy zawału… Każdy nagrobek zdaje się opowiadać osobną, często dramatyczną historię. Niektóre z nich brzmią niemal jak scenariusze westernów.







Na grobie Biny F. Verrault z Nowego Jorku znajduje się taki napis: Miała interesujące życie – i to bardzo mi się spodobało.

Cmentarz powstał w 1901 roku, w czasach gorączki srebra, kiedy Tonopah przeżywało okres gwałtownego rozwoju. Przez zaledwie dziesięć lat pochowano tu około 300 osób.
Jest jeszcze jeden niezwykły szczegół: informacje o przyczynach śmierci nie znajdowały się pierwotnie na nagrobkach. Dodano je znacznie później, dzięki historycznym badaniom i pracy lokalnych pasjonatów historii. Dzięki temu cmentarz stał się czymś więcej niż miejscem pamięci – jest swoistym archiwum ludzkich losów.




Spacerując między nagrobkami, miałam wrażenie, że każdy z nich jest małą kroniką ludzkiego losu. Nie trzeba wielkich pomników ani długich epitafiów. Czasami wystarczy kilka słów, by przed oczami pojawił się obraz zupełnie innej epoki.
